pt. Gru 4th, 2020

O mnie

Cześć!

Mam na imię Marcin i chciałbym Cię serdecznie powitać na moim blogu. Mam nadzieję, że znajdziesz tu dla siebie sporo interesujących treści. Zachęcam Cię jednocześnie do aktywnego uczestnictwa w jego życiu poprzez komentowanie tego, co się na nim ukazuje – niezależnie czy są to opinie pozytywne (za które z góry dziękuję), czy negatywne… za które także dziękuję, bo one najczęściej mobilizują mnie do zmian, oby oczywiście na lepsze. 🙂

Jeśli chodzi o moją przygodę z grami planszowymi, zaczęła się ona tak naprawdę jeszcze w latach 80-tych, ale, w przeciwieństwie do zapewne wielu z Was, nie zahaczyła nigdy o Talisman, Magię i Miecz, gry Dragona itp. Miałem w dzieciństwie taki fajny zestaw, w którym znajdowały się szachy, warcaby, domino, młynek i inne takie, w które zagrywałem się z moimi rodzicami. Później, w toku mojej planszówkowej ewolucji, uświadomiłem sobie, że to nie są typowe gry planszowe a raczej gry logiczne, które nierzadko (jak np. szachy) mają swój świat, swoich graczy i swoją specyfikę. Wtedy rzeczywiście myślałem, że planszówki to takie hobby, które posiada różne stopnie wtajemniczenia i ogrania; są nowicjusze, ludzie młodzi, albo weterani, najczęściej starsi, którzy znają grę na tyle dobrze, że jeśli jesteś żółtodziobem, to lepiej z nimi do rozgrywki nie siadaj, bo i tak nie masz szans (coś jak karciany brydż).

A później odkryłem Eurobusiness i świat mój się odmienił. 🙂 To było marzenie każdego dzieciaka, mieć swój egzemplarz tej gry! Kupno miast, budowa domków i hoteli, pieniądze, które trzeba zapłacić… albo zebrać od innego gracza. Ze znajomymi, jak już się ustawiliśmy na partyjkę, to cały dzień zlatywał a nasi rodzice mieli od nas chwilę wytchnienia. 🙂 I wiecie co? Dopiero niedawno zauważyłem na pudełku od tej gry, że kończy się ona po upływie określonego przez graczy czasu! 🙂 Wspominam o tym dlatego, że dla nas ta zasada w ogóle nie istniała, myśmy grali do momentu, aż wszyscy, poza jednym, nie zbankrutują. Zresztą, to była tak naprawdę nasza jedyna rozrywka tego typu, więc nikomu w ogóle przez myśl nie przeszło, żeby kończyć ją po godzinie czy dwóch.

Sporo wody w Wiśle upłynęło zanim trafiła do mnie kolejna gra planszowa, tym razem już z tych tzw. współczesnych, która także rzuciła mi nowe światło na to nasze piękne hobby. Pod koniec lat 90 w domu pojawił się Scotland Yard. To było jak objawienie; był to zresztą czas, gdy internet dopiero raczkował i o YT, jak i o sklepach typu Rebel, nikt wtedy jeszcze nie słyszał. Ciężko więc było mi zweryfikować, czy otrzymałem „najlepszą grę na świecie” czy po prostu jedną z wielu a na te lepsze będę musiał jeszcze poczekać. Przyznam jednak, że egzemplarz tej gry posiadam do dziś w swojej kolekcji (chociaż, jeśli pamięć mnie nie myli, na prezent dostał ją mój brat) i raz po raz do niej wracam, bynajmniej nie tylko z czystego sentymentu.

Prawdziwy powrót do grania nastąpił około 2011 roku. Przyznam uczciwie, że nie pamiętam już, od czego się to wszystko zaczęło, ale jak tylko udało mi się odkryć sklepy internetowe i Forum Gier Planszowych – wsiąkłem na dobre. Wydaje mi się, że pierwszym moim zakupem mogło być coś z serii Ticket To Ride – taka typowa pozycja polecana nowicjuszom, choć ja taki całkiem zielony w temacie znów nie byłem.

Później ruszyło to lawinowo; dużo gier nabywałem, sporo odsprzedawałem, jednak w pewnym momencie zacząłem się zastanawiać, czy takie próbowanie wszystkiego po trochu ma sens. Pomyślałem sobie, że skupię się na jednym lub dwóch gatunkach gier, które będę kupował i którymi będę się zajmował, ale ten pomysł nie wypalił. Gust się co chwilę zmieniał – raz chciałem pograć w jakieś tytuły wojenne, innym razem naszła mnie chęć na kolekcjonowanie gier euro, wróciłem na chwilę do gier logicznych, przewinęły się co-opy…

Ostatecznie poddałem się i powiedziałem sobie, że będę po prostu grał w to, co mi się podoba. Internet stwarza nieograniczone możliwości zapoznania się z grą jeszcze przed jej zakupem, co też w jakiś sposób determinuje moje wybory i czasem, po pierwszej fali entuzjazmu, potrafi skutecznie ostudzić mój zapał. Albo dokładnie na odwrót, czyli wzbudzić pożądanie i sprawić, by gra wylądowała w koszyku. 🙂

Czy mam jakąś swoją ulubioną grę? Nie, są to raczej mechanizmy w grach, za którymi nie przepadam aż tak (np. nie czuję w ogóle deck buildingu), sporo mam też takich, w które nie mam z kim grać (by wspomnieć tylko Wysokie Napięcie). Coraz częściej więc zerkam w stronę gier, które oferują jakąś namiastkę trybu solo i jeśli nikogo akurat pod ręką nie ma, to przynajmniej zagram sobie sam bez uczucia dyskomfortu, że granie solo to nie granie (prawda, sam uważam, że granie w gry to przede wszystkim spotkanie z innymi ludźmi, ale jak się nie ma co się lubi…).

Na kolejny akapit się przygotujcie, bo polecę ciurkiem. 🙂 A zatem…

Nigdy nie grałem w Osadników z Catanu, nigdy nie grałem w Fasolki, uważam, że Carcassonne to nie tylko gra dla początkujących, lubię abstrakcyjne gry Knizii, uważam, że Friese ma trochę nierówno pod sufitem, ale gdybym miał wytypować jednego twórcę, który byłby w stanie stworzyć dowolną (mechanicznie) grę na dowolny temat, to byłby właśnie on, boję się też, że Feld już nie wróci do tego, co robił kiedyś, nie przepadam jakoś specjalnie za Rosenbergiem, nie rozumiem gier projektowanych naszych rodzimych twórców, które obracają się wokół potworów, magii, zaklęć, postapo itp., lubię gry o tematyce kolejowej, podoba mi się Pandemia i jej kolejne wcielenia, z gier euro cenię sobie włoskie produkcje, nie uważam ponadto, że Memoir ’44 jest grą tylko dla dzieci a na dodatek nie kupuję nic na kickstarterze i nie muszę jednocześnie być pierwszym, który w swoje ręce dorwie najnowszy tytuł Pfistera…

Uff… myślę, że na tyle wystarczy. 🙂 Jeśli chcecie się podzielić swoimi spostrzeżeniami, serdecznie zachęcam do komunikacji osobistej – zakładka ‚Coś więcej’ -. ‚Kontakt’, tam znajdziecie wszystkie niezbędne dane. A jeśli chcecie tylko zostawić jakiś ślad w postaci komentarza, to także będzie mi bardzo miło.

Życzę Wam przyjemnego obcowania z moim blogiem a nade wszystko dużo czasu na pielęgnowanie naszego wspaniałego hobby (jak będzie czas na hobby, to będzie i czas żeby do mnie zajrzeć). 🙂 Do zobaczenia i usłyszenia!