nie. Sty 24th, 2021

Jak odpowiedzieć na tak postawione pytanie? Warto, ale co? Kupić, sprzedać, zagrać u kolegi? A może dla odmiany nie warto się przyznawać, że mamy tę grę w swoich zbiorach, bo jeszcze nasi koledzy od ciężkich gier wojennych wykluczą nas ze swojego zacnego grona? Spróbujmy się przez chwilę wspólnie zastanowić, czym Memoir jest, czym nie jest i czym zapewne nigdy nie będzie.

Zacznę od tego, że jest to gra w pewien sposób mi bliska. Nie, nie, z jej powstawaniem nie miałem nic wspólnego, jeśli o tym w pierwszej chwili pomyśleliście. Gra-bumerang, brzmi lepiej? Tak, Memoir był tym tytułem, który kilka razy pojawiał się u mnie na półce, by po jakimś czasie znaleźć sobie przytulne gniazdko u nowego właściciela. Z żadną inną grą się w ten sposób nie obchodziłem, do żadnej też nie przymierzałem się aż tyle razy. Miałem oczywiście to szczęście, że „podstawka” jest cały czas powszechnie dostępna, więc z kolejnym zakupem, już nawet nie pamiętam kiedy, nie było większego problemu. Tym razem jednak gra ze mną została, choć nadal nie wiem, czy na dobre (i złe), ale tych kilku próbach odnoszę wrażenie, że chyba ostatecznie się do niej przekonałem. W każdym razie na pewno wyrobiłem sobie o niej jakąś opinię.

No dobrze, ale po co w ogóle mówić/pisać o grze, która jest z nami już od 2004 roku i o której w internetach powiedziano już wszystko a nawet jeszcze więcej? Przecież od razu widać, że nie chodzi tu tylko o kolejną opowieść z cyklu „urzekła mnie twoja historia”, bo takich opowieści można byłoby mnożyć na pęczki. To prawda, miałem (mam) najzwyczajniej w świecie ochotę podzielić się swoimi przemyśleniami, jednak chciałem uczynić to od nieco innej strony. Co to znaczy? Mimo wieloletniego stażu Memoir’a, gdzie wydaje się, że każdy o tej grze powinien wiedzieć już wszystko, wciąż jeszcze trafiają się nowe osoby (i dobrze!), które szukają dla siebie czegoś niezbyt skomplikowanego, co będzie jakąś namiastką gier wojennych czy bitewnych (spokojnie, to tylko uogólnienie). Postanowiłem wyjść tym osobom naprzeciw.

Jednym z najprostszych sposobów pozyskania informacji o grze jest oczywiście lektura instrukcji, o ile takowa jest dostępna do publicznego wglądu. Bywa to czasami zdradliwą opcją; nie zawsze bowiem potrafimy tak od razu przenieść rozdziały, paragrafy i wszystkie wyjątki od zasad do naszej wyobraźni, by dostrzec w nich pasjonującą rozgrywkę, która pochłonie nas bez reszty. Stosujemy więc inną metodę – kto pyta nie błądzi; logujemy się więc na różnego rodzaju fora dyskusyjne czy podpytujemy na grupach facebook’owych, szukając tym samym wsparcia u tych, którzy z grą mieli już do czynienia. To całkiem rozsądne podejście.

No i wtedy otwiera się przed nami cała paleta emocji graczy, którzy grę pokochali lub szczerze znienawidzili . Zawężając te opinie już tylko do samego Memoir’a, możemy znaleźć w nich wszystko od „świetna gra” po „prostacka i losowa”. Zadajemy więc sobie pytanie – skoro budzi ona tak skrajne emocje, to może jednak faktycznie warto sobie dać z nią spokój? Nasz wewnętrzny głos najczęściej podpowiada nam, całkiem zresztą słusznie, że im większy jest stosunek osób lubiących daną grę do nielubiących, tym większa jest szansa na to, że gra nam się spodoba. To przecież logiczne.

Rzadko kiedy jednak mamy czas i ochotę na analizę tego, kto miał jakie oczekiwania wobec gry, jakie nastawienie w czasie samej rozgrywki, jakie tytuły najczęściej lądują na jego (lub jej) stole, co o grze mówili współgracze itp. Zupełnie inaczej brzmią słowa „nie lubię tej gry” z ust miłośnika Advanced Squad Leadera oraz kogoś, kto grywa w Splendora czy innego Azula. A przecież zarówno jeden, jak i drugi nie muszą być żadnym wyznacznikiem tego, czy gra w jakimś stopniu może nam się spodobać. Czego zatem się trzymać, kogo posłuchać?

Odpowiem przewrotnie – nikogo, a ściślej samego siebie. Warto zastanowić się przez chwilę, jakiej gry poszukujemy (biorąc oczywiście poprawkę na to, jak Memoir wygląda i co nam na pierwszy rzut oka to mówi). Im lepiej zdefiniujemy nasze potrzeby, tym łatwiej będzie nam odpowiedzieć na tytułowe pytanie „czy warto”, nawet w jego przeczącej formie, wszak nikogo bynajmniej nie namawiam do tego, aby grę kupował, w każdym razie nie „w ciemno”.

Może właśnie te wszystkie próby, które miałem z Memoir’em, uświadomiły mi, że nie ma jednej recepty na to, żeby bez samego kontaktu z grą wyrobić sobie o niej rzetelną opinię. Wiem, że akurat w tym względzie teoria nie zawsze idzie w parze z praktyką, bo i sam lubię zawzięcie dyskutować na temat tytułów, w które jeszcze nie grałem, ale to nie żadna pycha czy hipokryzja, ale raczej nadmierna ciekawość skłania mnie do takiej a nie innej postawy. W przypadku Memoir’a mogę jednak powiedzieć, że trochę się w temat wgryzłem, dlatego chciałem Wam zaproponować pewien, nazwijmy to, materiał poglądowy, który być może rzuci Wam nowe światło na tę grę lub stanie się dobrą bazą do dalszych poszukiwań. Od razu zaznaczę, że starałem się w nim bazować przede wszystkim na cechach Memoir’a, dzięki czemu będzie Wam łatwiej umieścić tę grę w pewnym kontekście, także a może przede wszystkim tych tytułów, w które już gracie. Nie gwarantuję, że temat został wyczerpany, ale… to akurat dobrze, bo dzięki temu będzie jeszcze pole do dalszej refleksji i dyskusji.

Zainteresowanych zapraszam serdecznie do zapoznania się z poniższym filmikiem, tym razem w formie podcastu, więc nie musicie nic oglądać, wystarczy posłuchać. Można oczywiście spróbować sobie tę grę wyobrazić (już wiemy, że to nie taka prosta sprawa), bądź przeglądać w międzyczasie stronę wydawnictwa w poszukiwaniu dodatkowych informacji – może się to okazać całkiem pomocne.

ps. nie znajdziecie tutaj zasad gry, omówię je w osobnych materiałach.

By Marcin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *