pt. Gru 4th, 2020

Eurewizja to cykl materiałów poświęconych nieco starszym grom planszowym spod znaku euro, z którymi albo się już dawno pożegnaliśmy, albo spoczywają gdzieś w odmętach naszych planszówkowych kolekcji. Albo po prostu nigdy nie było nam dane się z nimi zetknąć. Czy po tylu latach od premiery mogłyby z powodzeniem konkurować z nowymi pozycjami? Czy warto dać im jeszcze jedną szansę? Przekonajmy się.

W roku 2013 ukazały się aż cztery gry, których okładki opatrzone zostały nazwiskiem Stefana Felda. To osobliwy rekord, ale wydaje się, że mimo wszystko pozostał on w cieniu jego dokonań sprzed dwóch lat, gdy światło dzienne ujrzały takiej tytuły jak „Zamki Burgundii” czy „Trajan”, stanowiące po dziś dzień magnum opus jego twórczości.

Tym samym „Rialto”, które było najmniej skomplikowaną grą z całej czwórki, miało podwójnie utrudnione zadanie by przebić się do świadomości graczy… i przede wszystkim na ich stoły. Feld potrafi (potrafił?) z ogólnie pojmowanej losowości zrobić spory atut i nie inaczej jest w tym przypadku, choć tym razem uczynił to przy pomocy kart a nie kości. „Rialto” nie jest najpopularniejszą propozycją od czołowego twórcy gier euro; przy wielu jego „dużych” grach wygląda raczej skromnie, ale nie dajmy się zwieść pozorom. Broni się bowiem szybkością przygotowania rozgrywki, elegancją mechanizmów i wcale nietrywialnymi decyzjami do podjęcia.

By Marcin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *